Warszawska determinacja, paryski rygor i obsesja na punkcie sztuki
Wejdź do Lukullusa, a konwencjonalne wyobrażenie klasycznej cukierni znika, zastąpione wizualnym językiem energii kinetycznej i modernizmu na wysoki połysk. W tym roku dom świętuje jubileusz LXXX (80-lecia), kamień milowy naznaczony nie cichą retrospektywą, lecz uderzeniem magenty – rzymskiej cyfry oznaczającej osiemdziesiątkę, oddanej w „kolorze buntu, namiętności i przyszłości”. W kilku miejscach okna zostały oznaczone logotypami w stylu graffiti, co wywołało lekkie poruszenie w konserwatywnej, zielonej dzielnicy Saska Kępa i skłoniło założycieli do publicznych przeprosin dla mieszkańców, którzy uznali tę estetykę za krok za daleko. Jednak dla właścicieli Albert Judycki I Jacek MalarskiTa prowokacja jest niezbędna; wierzą, że tradycja to nie muzeum, któremu należy się kłaniać, lecz „trampolina do przyszłości”, która przetrwa jedynie dzięki ciągłemu rozwojowi. Ich wizja koncentruje się nie na roku 1946, ale na roku 2046, decydując się na opowiedzenie historii Lukullusa z perspektywy „wyimaginowanego prawnuka”.

Trzy pokolenia rzemiosła
Historia tego domu to opowieść o przetrwaniu, która rozpoczęła się w 1946 roku na rogu ulic Stalowej i Środkowej na warszawskiej Pradze. Jan Dynowski, przedwojenny mistrz czekoladowy w legendarnej fabryce Wedla, wniósł rygor staroświeckiego rzemiosła do miasta, które wciąż oczyszczało się z ruin. Nazwał warsztat Kremówka, później przemianowany na Ptyś od kremówki, która stała się jego znakiem rozpoznawczym. Choć lata powojenne nie były łaskawe dla rzemieślników, sklep przetrwał „przeklętą” epokę komunizmu dzięki cichej wytrwałości drugiego pokolenia. Żona Jana, Stanisława Dynowska, i córka, Halina Judycka, kierowały firmą w czasach niedoboru i ponurej standaryzacji PRL-u, kiedy ciągłość wiedzy została niemal przerwana z powodu braku surowców, a produkcja była dyktowana oficjalnymi, rządowymi „listami ciast”.
Gdy pojawiło się trzecie pokolenie, rodzinny biznes był, jak sam Judycki przyznał, „obrazem nędzy i rozpaczy”. Judycki, etnolog z wykształcenia na Uniwersytecie Warszawskim, początkowo odczuwał ukłucie wstydu z powodu odziedziczonego majątku; podczas gdy jego rówieśnicy budowali kariery akademickie, on siedział w „zapyziałej kanciapie” (obskurnym boksie) na starej Pradze, licząc pączki. Transformacja rozpoczęła się, gdy poznał Jacka Malarskiego, aktora i byłego dziennikarza TVN24, który zmagał się z wypaleniem zawodowym. Ta współpraca przekształciła biznes we wspólną obsesję, a oboje traktowali swoją edukację Le Cordon Bleu I Ferrandi w Paryżu, gdzie całkowicie się zanurzyli, opisując siebie jako „odkurzacze” wiedzy kulinarnej. Po powrocie do Warszawy odrzucili estetykę „luksusowego domu pogrzebowego” elitarnych butików, takich jak kruczoczarny Hugo & Victor dla tętniącej życiem energii sklepów takich jak Gerard Mulot, gdzie zapach świeżych croissantów stanowił pomost między gwiazdami filmowymi, takimi jak Catherine Deneuve, a dziećmi wtulającymi nosy w szybę.
Filozofia szczęścia i trzy A
Właściciele określają siebie jako „kupców przyjemności” (handlarze przyjemności), tytuł wywodzący się ze wspólnej pogardy dla tandety i żarliwego oddania dobremu smakowi. Ich działalność rządzi się bezwzględną trójcą, którą nazywają Apple, Audi i American Gangster. Apple to selekcja bez sentymentów: odrzucanie wszystkiego, co przeciętne, by pozostawić tylko to, co najlepsze. Audi to ciągła, często niezauważalna korekta – gram mniej cukru, inna proporcja wanilii – aby zapewnić, że satysfakcja klienta nigdy nie osiągnie plateau. Zasada American Gangster jest bardziej bezpośrednia: zaangażowanie w produkt tak wysokiej jakości, że staje się uzależniający, skutecznie przewyższając konkurencję poprzez dominację sensoryczną.
Filozofia ta umocniła się podczas zmiany marki w 2009 r., kiedy przyjęto hasło „Traditionally on Butter” (Tradycyjnie na maśle) manifest. Zainspirowany paryskim pudełkiem z Paweł piekarnia oznaczona etykietą 'cukiernia pur beurre„Zamienili margarynę na wysokiej jakości tłuszcze, mimo sześciokrotnego wzrostu kosztów. To właśnie podczas tej zmiany graficzka Wika Wojciechowska zasugerowała charakterystyczny kolor marki: „Jeśli masło, to żółty!”. Wybrali zimny, jasny odcień, który zrządzeniem losu idealnie pasuje do flagi Warszawy.

Architektura jako jadalny projekt
Dla założycieli sztuka i architektura stanowią „logikę” marki, a nie jedynie dekoracyjne dodatki. Głęboki wpływ na ich twórczość ma Marie-Antoine Carême, XVIII-wieczna wizjonerka kulinarna, która słynęła z tego, że uważała cukiernictwo za gałąź architektury. Choć ta myśl kształtuje precyzję kompozycji ich wypieków, jest ona najbardziej widoczna we wnętrzach, zaprojektowanych we współpracy z czołowymi polskimi talentami, takimi jak architekt Marcin Kwietowicz. Opakowania pełnią również funkcję mobilnej galerii, prezentując stały kolaż o Warszawie autorstwa nieżyjącego już, cenionego artysty Jana Dziaczkowskiego, który powraca, gdy sezonowe ilustracje nie są w rotacji.


Ta pasja do edukacji wizualnej znalazła niedawno swój wyraz w projekcie Warszawskie Sklepy Cynamonowe. Zainspirowani surrealistycznymi opowiadaniami Brunona Schulza – polsko-żydowskiego pisarza znanego z onirycznej, mitologicznej prozy, w której zwykłe sklepy mogły przeobrazić się w labiryntowe przestrzenie cudów – nawiązali współpracę z innymi lokalnymi „kupcami piękna”, aby sprzedawać rozkosz. W projekcie wzięli udział: Mood Scent Bar (Victor Kliors i Shota), projektantka mody Ania Kuczyńska, Happa to mame (Marcin) oraz Jagg Jewels (Jagoda), których połączyła identyfikacja wizualna i ilustracje Aleksandry Czudzak.
Modernistyczne odrodzenie figurki wielkanocnej
Centralnym punktem tej rocznicowej Wielkanocy jest trio czekoladowych rzeźb – królik, baranek i kurczak – które reprezentują znaczący skok techniczny i narracyjny dla marki. Historia tych figurek rozpoczęła się od opakowania stworzonego na Wielkanoc 2025, które zawierało graficzne, pozbawione sentymentalizmu ilustracje motywów zwierzęcych zaprojektowane przez Aleksandrę Czudzak. Rysunki te odniosły tak duży sukces, że Judycki i Malarski wpadli na jeden pomysł: „Dlaczego nie uczynić tych trzech zwierząt gwiazdami również przyszłych Świąt Wielkanocnych, ale w postaci czekoladowych figurek?”. Ta ambicja była częściowo inspirowana francuskimi tradycjami, gdzie ekskluzywne czekoladziarnie wypuścić sezonowe kolekcje figurek, które są tak samo ważne kulturowo jak mazurek jest do Polski.

Firma Lukullus nigdy wcześniej nie produkowała jednak figurek z czekolady i postanowiła nie podążać za istniejącymi na rynku wzorcami. Zamiast tego ogłosiła konkurs na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Konkretne zadanie dla studentów polegało na zaprojektowaniu figur w dialogu z językiem formalnym Ćmielowa.



Dla zagranicznych czytelników Ćmielów stanowi apogeum polskiego wzornictwa połowy XX wieku. Choć jest to jedna z najstarszych manufaktur porcelany w Europie, jej prawdziwe znaczenie modernistyczne przypada na lata 50. i początek lat 60. XX wieku. Projektanci współpracujący z Instytutem Wzornictwa Przemysłowego (IWP) – w tym Henryk Jędrasiak, Lubomir Tomaszewski, Hanna Ortwein i Mieczysław Naruszewicz – opracowali serię figurek zwierząt, które wydobywały formę bez pozbawiania jej charakteru. Kształty definiowane przez „radykalne uproszczenie, organiczne formy, asymetrię i celowe zniekształcenie”. Szersza europejska dyskusja o modernizmie, przemyśle i życiu domowym; figurki nie były jedynie dekoracjami, ale modernistyczną misją wizualnej edukacji społeczeństwa i „podniesienia estetycznej jakości życia” poprzez masowo produkowane wzornictwo, które mogło trafić do każdego domu. Nawiązując do Ćmielowa, Lukullus bierze udział w historycznym projekcie, który ma na celu wprowadzenie sztuki na wysokim poziomie do przestrzeni domowej, odzwierciedlając filozofię właścicieli, polegającą na podnoszeniu rangi codziennego rzemiosła.
Zwycięski student, Mateusz Podgajny, zaprojektował wszystkie trzy figurki, oddając „modernistyczny gest”, a jednocześnie z powodzeniem przekładając tradycję ceramiczną na „zupełnie inną materię”. Przejście było wyczerpującą, sześciomiesięczną krzywą uczenia się. Ponieważ Lukullus nie specjalizuje się w odlewaniu czekolady, każdy krok był techniczną walką: tworzenie modeli 3D, wykonywanie wydruków próbnych i opracowywanie skomplikowanych form do mlecznej czekolady Lubeca. Figurki musiały być wielokrotnie przeprojektowywane, aby upewnić się, że rzeczywiście stoją na własnych nogach. Efektem końcowym jest limitowana edycja 250 sztuk każdego rodzaju, ręcznie odlewanych i wykończonych obiektów, które naturalnie komponują się z… mazurki których powierzchnie są komponowane z architektoniczną powściągliwością.
Wizytówka Warszawy
Dla międzynarodowego gościa Lukullus to objawienie ogromnej różnorodności polskich słodyczy, której, jak twierdzi Malarski, dorównuje jedynie Francja. Warszawa była potęgą cukierniczą przed wojną, a Lukullus odzyskał ten tytuł, pozostając zaciekle lokalny. Firma słynie z odrzucenia ekspansji na inne miasta, argumentując, że jej „codzienna walka o jakość” nie przetrwa podróży do Krakowa czy Wrocławia. Jest „dumną warszawską cukiernią”, wizytówką miasta, które nazywa „najlepszym na świecie”.
Stojąc dziś w cukierni Lukullus, być może dostrzegając właścicieli, którzy wciąż osobiście nadzorują każdy przepis, można uświadomić sobie, że te figurki są częścią „kreatywnego dynamizmu” miasta. Są one dobitnym przypomnieniem, że doskonałość to koszt ponoszony przez twórcę, a nie tylko konsumenta. Jak zauważają właściciele, istnieją o wiele prostsze sposoby prowadzenia cukierni; ten po prostu do nich nie należy.

Praktyczne informacje
Lokalizacje:
ul. Chmielna 32 (Śródmieście),
ul. Francuska 16 (Saska Kępa),
ul. Mokotowska 52 (Śródmieście),
ul. Sienna 39 (Śródmieście)
ul. Lisowska 23 (Bemowo)
ul. Rozbrat (Śródmieście)
Westfield Mokotów, ul. Wołoska 12 (Mokotów)
Złote Tarasy, ul. Złota 59 (Śródmieście)
Godziny otwarcia: Godziny otwarcia różnią się w zależności od lokalizacji. Aktualne informacje można znaleźć w oficjalnych ogłoszeniach.